Ciągnie go do innych psów.Z przesadą!

Jeśli masz problem ze swoim podopiecznym spróbuj poradzić się bardziej doświadczonych forumowiczów:)

Moderator: MartaD

Re: Ciągnie go do innych psów.Z przesadą!

Postprzez Kajka » 2015-06-22, 13:23

Ja też jestem za swobodą ale w miejscach do tego przeznaczonych. Zwłaszcza, że w mieście należy psy wyprowadzać na smyczy czy to nam się podoba czy nie. Nawet w lesie nie spuszczam mojego, bo po prostu nie wolno i tego się trzymam. faktem jest, że trudno znaleźć jakieś fajne miejsce do brykania (zazdroszczę baksakowi, że odnajdują takie tereny gdzie pieski mogą brykać na luzie i jeszcze pomoczyć futro )
Żaden kiepski pies nie wyładnieje od tego, że wygrał na wystawie... i żaden ładny nie zbrzydnie od tego, że przegrał...- A.M. Redliccy
Avatar użytkownika
Kajka
 
Posty: 60
Ostrzeżeń: 0
Dołączył(a): 2014-01-15, 21:16
Lokalizacja: KUJAWSKO- POMORSKIE
psy: ARI

Re: Ciągnie go do innych psów.Z przesadą!

Postprzez AniaRe » 2015-06-22, 17:23

Włączę się do dyskusji-może moje doświadczenia komuś się przydadzą:

2 lata temu adoptowałam 7 miesięcznego pudla dużego "po przejściach". Totalna katastrofa, jak zachowywał się wtedy ten pies - do tej pory żałuję, że nie nagrałam wtedy filmików -ale przyznam, że zajęta problemami z Vitem nie miałam do tego głowy ( a może i nie wierzyłam, że kiedyś będę chciała komuś ten koszmar pokazać?) . Każdy pies, człowiek, ptaszek to było megapobudzenie, szczekanie, szarpanie, piszczenie. On nawet nie umiał spać w nocy, o normalnym funkcjonowaniu w domu za dnia nie mówiąc. Żeby nauczyć go spać 2 miesiące spałam ze smyczą w ręku.... Pierwszy i (jak do tej pory jedyny raz) pracowałam w rękawiczkach, miałam zakwasy w rękach, przewrócił mnie x-razy, mogłam chodzić tylko w ciężkich, płaskich stabilnych butach, nie było mowy o spacerach "przy okazji", z drugim psem, czy do parku... Żadne jedzenie, piłeczki, szarpaczki... pies czy człowiek = szczaleńcze szarpanie, skakanie "ja muszę, natychmiast muszę się przywitać, pobawić, poskakać" Na przyjaźnie, bo on psy i ludzi uwielbia, ale...

W tej chwili (od dłuższego już czasu) Vit chodzi grzecznie, sporadycznie "coś wytnie" w sensie pociągnięcią do psa czy człowieka. Mogę chodzić do miasta, iść do parku, na festyny, do restauracji, w wakacje był z nami w Słovenskim Raju na urlopie, w góry też z nami chodził. Zrobił uprawnienia psa terapeutycznego, trenuje obedience. I dlatego teraz żałuję, że nie nagrałam go na początku.. bo mi ludzie nie wierzą. :)

Z grubsza praca wyglądała tak:
- na początku spacery tylko w miejsca, gdzie inne psy były pod kontrolą i praca na dużej (naprawdę dużej) odległości, takiej, żeby był "ze mną" a nie szalał do psów

- spacery do miasta w godzinach wieczornych i w takie miejsca, gdzie psy były daleko lub dawało się je z dużej odległości zauważyć i ominąć. (jak ognia unikałam luźno biegających psów i darłam się z odległości na ich właścicieli, że "...mój chory i zaraża, więc żeby szybko zabrali!!!")

- jeśli nie mogłam uniknąć kontaktu z psem, dawałam uprzedzająco komendę zezwalającą na ten kontakt"przywitaj", żeby to się odbywało "za moją zgodą"

- przed intensywną pracą nad kontaktami z psami w miarę możliwości Vitek musiał był wybiegany ale nie zmęczony. Ważne: na początku ta praca nad opanowywaniem emocji tak go męczyła, że dawał radę dobrze się zachowywać i robić postępy ok 30 minut, potem następowało drastyczne pogorszenie.

- wypracowanie smakołyków jako nagrody - testowanie różnych, w tym masakrycznie śmierdzących ;) i nagrody w w mało pobudzających sytuacjach za całkiem małe osiągnięcia

- podnoszenie wartości pracy ze mną przez masę pozornie bezsensownych i przyjemnych ćwiczeń: sztuczek, wspinaczek, skoków, podawania łapki, w naszym przypadku też treningów do obedience,

- sporo rozluźnionego leżenia koło mnie (Ważne: ja też musiałam być wtedy rozluźniona i siedzieć lub leżeć) gdy w pobliżu ćwiczyły lub chodziły inne psy (oczywiście z uniemożliwianiem odejścia czy pobiegnięcia- razie czego fizycznie przytrzymanie na spokojnie, aż do "ogarnięcia się") Ważne: na początku te psy nie mogły biegać, czy robić nic pobudzającego a my musieliśmy być dość daleko. Stopniowo skracałam odległość i odważałam się na leżenie bliżej psów bawiących się np. piłką.

- absolutnie nie wolno mu się było witać z psami, gdy był na smyczy. Jedyna opcja - na wyraźna komendę i w nagrodę za opanowanie emocji (np. za wykonanie jakieś mojej prostej komendy, gdy widział psa i chciał do niego biec) . Tylko spokojny był puszczany do psów.

- mijanie psów w dużej odległości i najpierw "na smaka" , czyli najnormalniej w świecie prowadziłam go za smaczkiem i to na początku takim megadobrym i często zmienianym. Do nagradzania za dobre zachowanie, czyli smaczków za grzeczność doszliśmy sporo później. Wtedy zaczęłam oczekiwać, że mijając psa będzie się na mnie patrzył i to nagradzałam. Teraz jeszcze, jak widzimy np. psa za płotem Vit się błyskawicznie napina...zatrzymuje i zerka na mnie czekając na nagrodę. Którą oczywiście nadal dostaje :)

- wypracowanie "na blachę" komendy awaryjnej (u nas "połóż się") przy której pies nie musi warować formalnie, ale musi leżeć. I przy wzrastającym pobudzeniu - kładzenie psa, żeby ochłonął. Na trudniejsze sytuacje Vit jest nauczony ustępowania od nacisku i gdy pobudzenie było zbyt duże - w ten sposób wzmacniałam sygnał na położenie się.

To tak na szybko co mi się przypomniało, jak pracowałam nad pobudzaniem przy psach

Edit: - jeszcze jedno: Vit długo chodził w szelkach ze smyczą przypinana z przodu - to pomagało go opanowywać przy ciągnięciu. Teraz od dość dawna już chodzi w normalnych, dobrych szelkach przypinanych klasycznie.

I kolejne uzupełnienie: bazą do pracy nad koncentracją i odwracaniem uwagi od innych psów był "na beton" zrobiony sygnał neutralny, czyli taki sygnał, który oznacza dla psa "zwróć na mnie uwagę"
Anka z psami
Re, Mokruniu [*] do zobaczenia...

http://www.altopsy.com
Avatar użytkownika
AniaRe
 
Posty: 1145
Ostrzeżeń: 0
Dołączył(a): 2006-09-24, 17:49
Lokalizacja: Łubno k.Żyrardowa

Re: Ciągnie go do innych psów.Z przesadą!

Postprzez Poker » 2015-06-25, 14:28

Ania dziękuję po stokroć za to że się takimi doświadczeniami dzielisz, zwłaszcza, że obecnie jestem w trakcie pracy z Hugo i efekty chciałabym widzieć .. no ... natychmiast.
Widziałam Vita "na żywo, wpatrzony w Ankę jak pies w kość, aż trudno uwierzyć,że był takim ancymonkiem.
Widzę światełko w tunelu i dla nas, no tak za pół roku <rotfl>
Pokerowa i Hugo
(*) Poker, pieseczku Ty wiesz ...
Poker
 
Posty: 2214
Ostrzeżeń: 0
Dołączył(a): 2006-09-25, 14:22
Lokalizacja: nad Świdrem
psy: Hugo O Mój Ty Smutku i Poker OMTS (*)

Poprzednia strona

Powrót do Problemy wychowawcze

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron